Drukuj

Wspomnienia Janiny Domagalskiej

We naszej wsi powstała szkoła średnia, nie było jej bowiem przed drugą wojną światową. Czas tworzenia tej szkoły pamiętam ze wszystkimi szczegółami, tak jakby to było dziś. Przypadek, jak to często bywa, odegrał tu ważną, a może decydującą rolę - przypadek, że znalazłam się we wsi rodzinnej na początku wojny i to, że istniał tu budynek szkolny będący własnością Liceum im. H. Sienkiewicza w Częstochowie.
Ale to nie przypadek bynajmniej, że właśnie w Kamienicy Polskiej, a nie w żadnej wsi okolicznej zrodziła się myśl założenia szkoły średniej. Kamienica Polska była bowiem - od zarania swych dziejów - wsią przodującą, nie tylko że najzamożniejszą wśród wsi okolicznościowych, ale najaktywniejszą, jeśli chodzi o życie kulturalno-oświatowe, działalność społeczną i polityczną. Ma Kamienica również swoją piękną kartę w walkach narodowo-wyzwoleńczych.


Można by tak w nieskończoność o tej mojej wsi rodzinnej, którą kocham od dziecka po dzień dzisiejszy. Jedyną jej rywalką jest tylko Warszawa - bohaterskie miasto, znów żywe i piękne. W takiej to właśnie atmosferze mogła zrodzić się łatwo myśl o szkole średniej, tu już tkwił ten dobry bakcyl od dawna, a ja jestem nim dziedzicznie obciążona. Trudno mi wyrazić radość moją, że doczekałam się tego dnia, w którym znów po latach jestem w tym gmachu, w tej szkole, której podwaliny tworzyłam. Muszę przyznać uczciwie, że początkowo nie w mojej głowie zrodziła się myśl o tej szkole. Inicjatorem jej był pan Bronisław Langier ówczesny naczelnik poczty w Kamienicy Polskiej. Skoro już ta myśl padła, zapaliłam się w głowie i sercu. Ogarnęła mnie jakaś przemożna siła i energia do działania, wiara, że wszystko się uda. Przecież to było wprost szaleństwo - bez żadnych środków finansowych, bez sprzętu szkolnego, bez żadnych widoków na pomoc z zewnątrz - tylko gołe mury i puste sale, ale przecież ja należę do pokolenia wychowanego na poezji naszych wielkich romantyków - mierz siły na zamiary.
I tak zaczęła się ta epopeja organizowania szkoły - szumnie i górnie to nazywam, ale zacząć od zera i dojść w rekordowym czasie do zorganizowania szkoły średniej - to musi szokować.
 Zabraliśmy się do dzieła - ludzi łatwo było pozyskać do tej akcji - zebraliśmy grono ofiarnych, chętnych rodziców, wybraliśmy komitet spośród nich - nieliczni tylko, niestety, dożyli tej radosnej chwili, ale żyją  nadal w mej pamięci. Oni to wzięli na siebie obowiązek zaopatrzenia szkoły w potrzebny sprzęt, a ja uzyskania od władz szkolnych zezwolenia na otwarcie gimnazjum w Kamienicy Polskiej. Złożyłam podanie. Nie pamiętam już dziś, jakich argumentów w nim użyłam, to jedno wiem, że pisałam go więcej sercem niż głową. Kiedy z drżącym sercem zgłosiłam się po decyzję, a szłam sobie wtedy spacerkiem te 18 km do Częstochowy, bo jechać nie było czym, pan Fabian popatrzył na mnie uważnie i powiedział: "Na tak napisane podanie nie możemy inaczej odpowiedzieć jak tylko "tak", udzielamy zezwolenia i życzymy pani powodzenia w jej zamiarach. Rada w radę i doszliśmy do wniosku, że nie ma innej rady, jak tylko poprosić księży, aby w swych parafiach ogłosili o naszych poczynaniach.
Jak widać darzyło mi się wszystko, bo jak się czegoś naprawdę mocno chce, jak się w sprawę włoży serce i duszę, to na pewno się uda, trzeba tylko silnego zaangażowania w sprawę. Ale wracajmy do dalszych dziejów naszej szkoły. Mając już wykładowców, trzeba było tę gromadę młodzieży jakoś poklasyfikować, gdyż poziom jej był niesłychanie zróżnicowany, a i rozpiętość wieku duża - bo to i chłopcy z partyzantki, z kopalni. Postanowiłam, że zrobimy egzamin wstępny dla wszystkich tylko z j.polskiego i matematyki, bo wiedziałam, że jeśli z tych przedmiotów dadzą sobie uczniowie radę, to z innych na pewno też, a różnice w poziomie wiadomości musimy wyrównać w toku nauczania.
Rok szkolny rozpoczęliśmy w dniu 15 kwietnia 1945 roku - jeszcze strzały nie umilkły, a my już uczyliśmy. Trudne były warunki, bardzo trudne tej nauki - bez jakichkolwiek pomocy naukowych, bez podręczników, nie było też jeszcze nowych programów nauczania. Ale grono nauczycielskie z całą ofiarnością dawało z siebie wszystko. To przecież było wielką improwizacją, ale tak byliśmy skonsolidowani w tej pracy, że dawała ona owoce.
Przekazaliśmy im potrzebny zasób wiadomości, a oni bardzo chcieli się uczyć i w tym cała tajemnica powodzenia. I tak oto uczyły się te moje - jak je nazwałam na początku mej wypowiedzi - bohaterskie dzieci. Widzę je, jak brną pieszo, bo nawet rowery były wówczas rzadkością, a zimą nie zawsze dało się na nich jechać w dużym śniegu, okutane, zziębnięte, bo z jakich odległości: z Poraja, Jastrzębia, Koziegłów, I i II Siedlca, Rudnika, Starczy, Własny, Zawisny, Bargłów, Poczesny, no i te najbliżej mające - z Kamienicy , i nie zawsze syte, a na pauzie sucha kromka chleba. Jakżeż mnie bolało matczyne serce, bo miałam dla nich twardą ojcowska rękę, gdy trzeba było, ale matczyne miękkie i czułe serce.
Dziś trudno zrozumieć, jak w ówczesnych ciężkich warunkach można się było uczyć przy lampce naftowej karbidówce lub ogarku świecy, po kilometrach drogi w jedną i drugą stronę, trzeba było pomagać w pracy przy gospodarstwie, kiedy tak trudno było o potrzebny podręcznik - a te dzieci uczyły się i jak się uczyły - to naprawdę były bohaterskie dzieci. - Dziś to ludzie dojrzali, często zajmujący poważne stanowiska w różnych dziedzinach naszej gospodarki. Cieszą mnie ich osiągnięcia, dumna jestem z nich i z tego, że przez zorganizowanie tej szkoły stworzyłam tym ówczesnym pariasom start do lepszej przyszłości, że szkoła ta otworzyła im szeroki świat, że przysporzyła krajowi dzielnych i wartościowych obywateli. Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie ta szkoła zorganizowania wówczas w Kamienicy Polskiej - tylko bardzo niewielka ilość młodzieży mogłaby uczęszczać do gimnazjum poza miejscem swego zamieszkania, bo ani lokomocji odpowiedniej wówczas jeszcze nie było, ani też dostatecznych środków materialnych. Dla zobrazowania tego czym ta szkoła była wówczas dla Kamienicy i jej okolic - posłużę się przykładem jaskrawym, ale trochę wymownym. Proszę sobie wyobrazić rodzinę o więcej niż skromnych środkach finansowych - posiadających 7 dorodnych córek - które to panienki wszystkie ukończyły naszą szkołę a 2 lub 3 nawet studia wyższe. Czyż można się nie cieszyć?
Często, gdy jej gmach jest pusty - pójdę, popatrzę - cieszy mnie każde jej osiągnięcie, cieszy dbałość o jej wygląd. Ja nadal wiem, co się w szkole dzieje, bo zawsze jej sprawy są mi bliskie, bo wiem, że do ostatnich dni mojego życia szkoła ta będzie miała ciepły kącik w mym sercu.
Ale pora już kończyć. Jednak muszę podkreślić, jaka to radość dla mnie, że znów jestem w tych murach, jak ponad 30 laty, kiedy to wszystko się zaczęło.
Dyrekcji, gronu nauczycielskiemu liceum składam jak najserdeczniejsze życzenia dalszej owocnej pracy z młodzieżą, może nawet trudniejszej niż my mieliśmy w naszych tak trudnych warunkach, to młodzież dzisiejsza nie uczy się z takim zapałem, jak moje bohaterskie dzieci, a szkoda, wielka szkoda, bo mają takie warunki o jakich nawet nie marzyło się nam. Obserwuje się również u młodzieży niechęć do nauki języków obcych - a przecież ich znajomość otwiera szeroki świat.

 

Kontakt


Liceum w Kamienicy Polskiej
ul. A. Ferensa 12
42-260 Kamienica Polska
tel. 34 3273-229
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi.

Filmowo

Najnowszy klip prezentujący naszą szkołę

  

60-lecie szkoły - Z kroniki szkolnej cz. I (z trzech)

Pozostałe: część II, część III

Projekty, projekty, projekty